Bez cienia przesady można powiedzieć, że maseczki uratowały na całym świecie miliony istnień. I to nie tylko podczas ostatniej pandemii Covid. Maseczki, z których korzysta dziś cały świat, wymyślił lekarz z Wrocławia! Po raz pierwszy użyto ich w klinikach przy Curie-Skłodowskiej!
Mało kto wie, że ich wynalazcą był Jan Mikulicz – Radecki, wybitny chirurg z Wrocławia (wówczas Breslau). Po raz pierwszy użył ich w marcu 1897 roku podczas operacji w kierowanej przez siebie klinice chirurgii przy obecnej ulicy Marii Curie-Skłodowskiej.
Najpierw pracujący w tym samym szpitalu Carl Flügge udowodnił, że podczas mówienia, kaszlu i kichania z naszych ust wydostają się mikroskopijne kropelki pełne bakterii, a zaraz potem Jan Mikulicz-Radecki wyciągnął z tego wnioski. Po raz pierwszy założył na usta i nos “opaskę” z kilku warstw gazy i przywiązał ją sznurkami, przymocowanymi do czepka.

Ten pomysł szybko podchwycili inni lekarze. Konstrukcję przez wiele lat nazywano nawet „maseczką Mikulicza”.
Wynalazek z Wrocławia stał się jednym z najprostszych, najtańszych i jednocześnie najskuteczniejszych narzędzi ratujących życie w historii ludzkości.

Jan Mikulicz-Radecki urodził się w rodzinie o polsko-niemieckich korzeniach. Mówił łamaną polszczyzną. Tłumaczył to faktem, że cały czas obraca się w środowisku niemieckojęzycznym. Jego narodowość jeszcze za jego życia była przedmiotem sporów. Jedni uznawali go za Polaka, inni za Niemca, a jeszcze inni – za Austriaka. Często pisze się dziś o nim „Europejczyk”, choć on sam publicznie deklarował, że czuje się Polakiem. Używał trzech wersji swojego imienia – Jan, Johannes i Johann.
Do Wrocławia przyjechał w 1890 roku. Wcześniej pracował w katedrze chirurgii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i w Królewcu.
Zmarł we Wrocławiu w roku 1905 na raka żołądka, którego sam u siebie wykrył. Jest pochowany w niepozornym grobie przy murze cmentarza w Świebodzicach na Dolnym Śląsku. Imię Jana Mikulicza-Radeckiego nosi dzisiejszy Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu.



