poniedziałek, 15 lipca, 2024

Wrocław: Dwie osoby ranne. Poszło o wyrzucony papierek

W miniony weekend we Wrocławiu przy ul. Opolskiej doszło do niebezpiecznej sytuacji, w której mężczyzna miał zwrócić uwagę dwóm młodym osobom, aby nie zaśmiecali chodnika.

W efekcie tego działania wywiązała się awantura. Dwóch nastolatków miało potraktować przez to gazem obezwładniającym mężczyznę, a nawet uderzać go. Finał był taki, że obaj trafili do szpitala z ranami po użyciu noża niezagrażającymi życiu. Dziś 44-latek, który spowodował obrażenia usłyszał zarzuty dotycząc uszkodzenia ciała. Sytuacja nie jest taka jednoznaczna, bowiem okoliczności mogą wskazać na działanie w granicach obrony koniecznej.

– Początek polegał na zwróceniu uwagi dwóm młodym mężczyznom, aby nie zaśmiecali chodnika. Chodziło o wyrzucony papierek – mówi st. asp. Aleksandra Freus z policji. – Finalnie jedna z osób, której uwaga została zwrócona wyjęła gaz obezwładniający i prysnęła nim w twarz, po czym doszło do eskalacji agresji między trójką mężczyzn. Finał niestety był dość poważny, gdyż dwóch 19-latków z niezgarniającymi życiu ranami zadanymi nożem trafiło do jednego z wrocławski szpitali. Z fachowej pomocy nie chcieli jednak skorzystać. Współpraca z policjantami również nie do końca była według nich konieczna – opisuje policjantka.

Następnego dnia funkcjonariusze z Komisariatu Policji Wrocław-Rakowiec zatrzymali na ternie Lubina 44-letniego mężczyznę podejrzanego o spowodowanie tych obrażeń u dwóch 19-latków. Jak wynika z dalszych ustaleń podejrzany miał być uderzany po całym ciele przez nastolatków.

Dzisiaj mężczyzna usłyszał w tej sprawie zarzuty. – Może, że 44-latek działał w ramach obrony koniecznej. O tym zdecyduje dalszy materiał dowodowy zgromadzony przez śledczych, który ostatecznie podlegał będzie prokuratorskiej ocenie. Za popełnione przestępstwo dotyczące uszkodzenia ciała grozić może kara do  5 lat pozbawienia wolności. Natomiast jeśli sposób działania mężczyzny uznany zostanie jako czynności w granicach obrony koniecznej, mężczyzna nie poniesie konsekwencji karnych – mówi Aleksandra Freus.